To nie jest pora na gwar, parawany i szybkie kroki. Plaża w Międzyzdrojach po zmroku wygląda, jakby ktoś wyłączył codzienność jednym przyciskiem. Zostaje piasek, fragment mola i księżyc, który spokojnie zawisł nad linią horyzontu.
Morze nie robi nic spektakularnego. Nie musi. Fale przychodzą i odchodzą, jak myśli, które wreszcie mają czas, żeby wybrzmieć. Światła miasta są daleko, jakby celowo nie chciały przeszkadzać. Tu wszystko dzieje się wolniej.
To momenty, których się nie planuje. One po prostu są. Ktoś przejdzie brzegiem, ktoś zatrzyma się na chwilę. Ktoś inny tylko spojrzy i pójdzie dalej, zabierając ze sobą ciszę, której w sezonie nikt nie sprzedaje.
Międzyzdroje zimą nie opowiadają historii. One ją szepczą.
















