ikamien.pl • Środa [11.01.2017, 22:07:59] • Kamień Pomorski

Jak zaoszczędzić i nie kopcić z pieca węglowego

Jak zaoszczędzić i nie kopcić z pieca węglowego

fot. Andrzej Ryfczyński

Na naszym Pomorzu Zachodnim mamy super czyste powietrze dlatego, bo otaczają nas tysiące kilometrów oceanów, mórz i czysta Skandynawia. Większość wiatrów wieje z tamtego kierunku, dlatego powietrze jest niemal krystaliczne. Jednak my sami nie potrafimy tego docenić. Trujemy się na każdym kroku. Mamy stare samochody i stare piece do ogrzania domów. Nie kupujemy nowoczesnych oszczędnych pieców z dobrym spalaniem.

Opowiem Wam historię jednego pieca. Było to w połowie lat 80 ubiegłego wieku. Mój kolega wybudował dom jednorodzinny i był w trakcie montażu centralnego ogrzewania. Kupił ciekawej konstrukcji piec węglowy gdzie w opisie dowiedział się, że jest to nowa technologia spalania węgla w oparciu o Instytut Górnictwa w Katowicach i współpracy z podobnym instytutem w USA. Był problem z paleniem i samym rozpalaniem. Okazało się, że ten piec spalał tylko drobny węgiel i miał węglowy. Piec był wąski , głęboki i wysoki, palenisko miał odsunięte od brzegu i wąskie, małe. Zasypywanie było wysoko z drzwiczkami skośnymi wysuniętymi nieco przed piec pół metra wyżej od paleniska. Za paleniskiem na samym dole była komora spalania gazu węglowego. To tak jakby był tam drugi piec bez paleniska, a po obu stronach pieca były otwory na powietrze, które wyglądały jak zasłonki judaszy w drzwiach domowych. Właśnie tymi zasłonkami regulowało się spalanie gazu węglowego. W piecu raczej tlił się węgiel i wytwarzany gaz węglowy, który spalał się głębiej w komorze . Zasobnik na węgiel był o pojemności wiadra, może nieco więcej. Starczało to na 3 dni palenia. Był oszczędniejszy o 40-50% od innych tradycyjnych pieców na osiedlu. Po dobie spalania z góry w zasobniku pozostały węgiel można było wyjąć gołą ręką, pomimo 60 stopni Celsjusza na piecu.

Teraz podsumowanie. Kiedy po jakimś czasie, chyba 2- 3 latach przyszedł kominiarz czyścić kominy na osiedlu, przyszedł też do mojego kolegi. Budynek był dość wysoki. Kominiarz z pewnymi kłopotami po raz pierwszy wszedł na dach . Kiedy powrócił, zrobił wielką awanturę. Miał pretensje, że właściciel domu wysłał go do czyszczenia nieczynnego komina. Mało nie doszło do rękoczynów. Wtedy właściciel domu zaprowadził kominiarza do kotłowni, gdzie stał piec i było pełno miału i drobnego węgla na rozpałkę. Był szok.

"Po raz pierwszy w życiu w moim zawodzie z tym się spotkałem, by z pieca węglowego był czysty komin."- stwierdził kominiarz.

Podsumowanie. Jak na osiedlu wszyscy palili, to było czarno jak w piekle. Kominy kopciły, a u mojego kolegi nie było widać żadnego dymu. Tylko jak był silny mróz, było widać biały dymek pary i pewnie jakiś spalonych gazów. Po latach kontaktowałem się z fabryką, która była w Szczecinku, by zamówić taki piec dla mojego innego przyjaciela. Okazało się, że firma zaprzestała produkcji. Powód był prosty. Mało kto rozumiał technologię spalania, tak jak ten kominiarz, który stwierdził, że komin jest w środku szary, biały i nie ma sadzy, tak jak w nowych samochodach końcówka rury wydechowej jest jasna, a kiedyś była czarna. Tak wspaniałe piece stały na składach bez zainteresowania. Fabryka zbankrutowała i już nie produkuje. Ewidentny brak edukacji. Jeżeli chodzi o większość starych tradycyjnych pieców, to jest pewna rada oszczędnego palenia, bez nadmiernego wyrzucania z dymem węgla w powietrze. Piec piecowi nie równy, ale jest prosta zasada. Można przy samych drzwiczkach zasłonić około 15 % rusztów jeżeli są duże. Przed załadunkiem nowego węgla do pieca, żar należy szufelką podsypać jak najdalej w głąb. Węgiel zasypać na gołe ruszty bez żaru. Po zasypaniu kilka minut otworzyć powietrze na maksa, tak by wszystkie pyły się spaliły i piec osiągnął spalanie. Wtedy można przydławić palenisko, ale komin nie, chyba że jest silny wiatr, to wtedy komin dławimy. Po takim zasypaniu piec nie dymi. Powoli spala dokładnie, oszczędnie i dłużej o 30%. Po prostu najpierw spala tam głęboko w piecu, gdzie jest żar, a na końcu po wielu godzinach tuż przy drzwiczkach. Jeżeli to zrozumiemy, to w wielu przypadkach nie będziemy kopciuchami i zaoszczędzimy rocznie znaczą sumę pieniędzy. Przy okazji nie zanieczyścimy komina sadzą. Sadza to nie spalony węgiel przez nie prawidłowe spalanie, przez brak tlenu w piecu. Obserwujmy komin. Jak dymi, to znaczy, że piec jest za mocno dławiony i ma za dużą powierzchnię spalania na rusztach. Warto to testować i nie bać się zasypywać węgiel na gołe ruszty przy drzwiczkach, by tu węgiel spalał się na końcu po kilku godzinach od zasypania pieca.

Źródło: http://ikamien.pl/artykuly/20392/